Felietony

NR.17 | 3 maja 2020

Angelo Peruzzi: Bohater uwięziony między bogami

W czasach gdy Serie A została wstrzymana i wszyscy czekamy z niecierpliwością na jej powrót, nie pozostaje nam nic innego jak śledzić plotki transferowe, oglądać powtórki czy zagłębiać się w historii naszego ukochanego klubu. Z tej okazji chcielibyśmy Was zaprosić do lektury tekstu autorstwa Sama Loprestiego o jednym z najbardziej zapominanych bramkarzy Juve. 

Gdybyście poprosili kogoś, kto nie jest kibicem Juve, by wymienił dowolnego bramkarza Juventusu, prawdopodobnie usłyszelibyście Gianluigi Buffon. Gdybyście pogrzebali trochę głębiej lub popytali kogoś ze starszego rocznika, moglibyście uszłyszeć Dino Zoff.

Są to dwa wielkie, legendarne nazwiska — bogowie bramki. Łączy ich 17 Scudetti (wliczając te odebrane), jednak w całej swojej chwale, żaden z nich nie zdobył Champions League. Obydwaj wygrali Puchar UEFA, poprzednika Ligi Europy (w przypadku Buffona, było to, zanim dołączył do Starej Damy), ale żaden z nich nie sięgnął po puchar Ligi Mistrzów, pomimo rozegrania łącznie pięciu finałów. Buffon jeszcze ma szansę dołączyć do tego grona, ale i tak, prawdopodobnie będzie tylko zmiennikiem Szczęsnego.

Często w rozmowach o najlepszym bramkarzu Juventusu pomija się tego, który wygrał „Uszatego”. Ten tekst poświęcony jest właśnie temu, o którym się nigdy nie mówi – Angelo Peruzziemu, bohaterowi uwięzionemu pomiędzy bogami.

Peruzzi rozpoczął swoją przygodę z Serie A z Romą w 1987 roku. Po roku wypożyczenia do Hellas Verona w sezonie 89/90 wydawało się, że zostanie bramkarzem Giallorosich na długie lata, począwszy od sezonu 90/91. Nie stało się tak za sprawą zawieszenia spowodowanego przejściem testów antydopingowych, których wynik okazał się być pozytywny.

Następnego lata podpisał kontrakt z Juve. Zaczął jako zmiennik Stefano Tacconiego, który zastąpił Dino Zoffa pomiędzy słupkami i wygrał pierwszy w historii Juve puchar Champions League, w pamiętnym, tragicznym finale na Heysel. W 1992 roku Tacconi przeniósł się do Genoi, a Peruzzi zajął jego miejsce w wyjściowej jedenastce.

Następne siedem lat był numerem jeden w bramce Bianconerich, wyrabiając sobie renomę jednego z najlepszych bramkarzy na świecie.

Niższy i bardziej krępy niż archetypowy bramkarz, Peruzzi musiał dokonywać pewnych poświęceń w swojej grze. Przykładowo, nigdy nie był w stanie rządzić w polu karnym w taki sposób jak, robi to chociażby Buffon. Kiedy wychodził do górnej piłki, częściej ją piąstkował niż łapał. Jednak łatwiej można było dostrzec jego silne strony niż słabości. Był wirtuozem w czytaniu gry, potrafił świetnie wyliczyć, kiedy wyjść z linii bramkowej, by zatrzymać strzał lub przeciąć podanie. To umiejętność, która bardzo spodobałaby się Maurizio Sarriemu, który preferuje wysokie ustawienie linii i krycie strefowe. Co prawda, nie był rodzajem bramkarza, który potrafił grać nogami na poziomie oczekiwań obecnego trenera Juve, ale ta umiejętność była wystarczająca na czasy, w których grał.

Świetnie spisywał się też podczas bronienia karnych, co finalnie było kluczem do największego sukcesu.

Juve do finału Ligi Mistrzów w roku 1996 przystępował jako underdog, gdyż stawał w szranki przeciwko silnemu Ajaxowi, który rok wcześniej pokonał AC Milan. Marcello Lippi od samego początku zastosował pressing i udało się wyjść na prowadzenie, którego Peruzzi starał się bronić przez cały mecz. Udało mu się to ,wybijając piłkę tuż sprzed linii bramkowej, po strzale Nwankwo Kanu. Jednak później, wybił strzał z rzutu wolnego przed siebie, piłka ostatecznie trafiła pod nogi Litmanena, a ten wyrównał wynik.

Wynik 1:1 utrzymał się także przez dogrywkę i zwycięzcę musiały wyłonić rzuty karne. Młody Edgar Davids podszedł do pierwszej serii, próbując zmylić Peruzziego, ale ten go wyczekał i obronił strzał skierowany w środek bramki. Juventus prowadził 3:2 w rzutach karnych, do czwartej serii podszedł Sonny Silooy. Obrońca w pojedynku z Włochem, który wyczuł jego intencje, nie miał żadnych szans. Angelo, rzucił się w lewy róg, tam, gdzie piłkę posłał Holender. W następnym pojedynku Vladimir Jugović pokonał Edwina van der Sara i w ten sposób Juventus sięgnął po tytuł, który mógł w pełni świętować.

Peruzzi był numerem jeden jeszcze przez trzy lata. Utrzymywał bardzo wysoki poziom. Interwencje takie jak chociażby ta przeciwko Romie, kiedy to Angelo dwukrotnie powstrzymał Tottiego, wyróżniały się na tle innych.

Jednak Peruzzi wolał zachowywać pion tak często, jak było to tylko możliwe. Oczywiście, zdarzały się też błędy. Jeden z największych to ten z finału Ligi Mistrzów rok później, kiedy to Peruzzi został złapany przed swoim polem bramkowym i przelobowany przez Larsa Rickena, który przypieczętował wygraną nad Juve 3:1.

Przez 8 lat w Turynie, Peruzzi dołożył do swoich sukcesów Puchar UEFA, Puchar Włoch, trzy Scudetti, a także Superpuchar UEFA i Puchar Interkontynentalny – poprzednika Klubowych Mistrzostw Świata.

Niestety, wszystko ma swój koniec i tak też w 1998 roku zakończył się pobyt Angelo w barwach Juve. Był to rezultat wielu składowych. Otóż Peruzzi, z powodu kontuzji, opuścił dziewięc meczów ligowych w sezonie 97/98. To w połączeniu z kontuzjami Alessandro Del Piero i Zinedine’a Zidane’a, sprawiło, że Juve spadło na siódme miejsce w tabeli. Van der Sar był gotów opuścić Ajax, Inter zaoferował 19mln euro za Włocha, który miałby zastąpić Gianlucę Pagliucę w Mediolanie. Finalnie doszło do porozumień.

Pomimo dobrej gry Peruzzi nie doświadczył sukcesów podczas jedno-sezonowego pobytu w Interze. Przeniósł się do Lazio, gdzie spędził siedem sezonów, w których prezentował się bardzo dobrze, co potwierdziło ideę długowieczności włoskich bramkarzy. Z pucharów dodał do swojej kolekcji jeszcze jedno Coppa Italia.

Niestety kontuzje za każdym razem eliminowały go w wyścigu o bycie numerem jeden w reprezentacji. Inna sprawa to pojawienie się Buffona, który wygryzł starszego kolegę. Mimo tego jednak pojechał na Mistrzostwa Świata 2006 i, mimo że nie pojawił się na boisku ani razu, był świetnym atutem w mistrzowskiej szatni.

I pomimo wszystkich sukcesów i chwały, to Buffon i Zoff zawsze przychodzą na myśl jako pierwsi, kiedy myślimy o bramkarzach Juve. Nikt nie wspomina Peruzziego czy Tacconiego, którzy obaj zostali zdobywcami Champions League. Dlaczego?

Częściowo winny temu może być Juventus, a właściwie jego stosunek do priorytetów. Pomimo panującej obsesji Ligi Mistrzów, Serie A zawsze była celem numer jeden, a Zoff i Buffon zdecydowanie dominują, jeśli chodzi o ilość zdobytych Scudetti. Powodem też może być po prostu długość kadencji – podczas gdy Tacconi i Peruzzi byli numerami 1 przez dłuższy czas, to i tak wiele im brakuje, by dorównać Zoffowi (11 sezonów) czy Buffonowi (17 sezonów). W przypadku Buffona chodzi też o status jednego z „Pięciu Samurajów”, czyli tych, którzy zostali z drużyną po calciopoli. To na pewno wzmacnia jego pozycję w oczach fanów. Z drugiej strony, 7-letni staż Peruzziego w barwach Lazio mimo tego, że daje mu pewną pozycję w obu klubach, to paradoksalnie umniejsza jego zasługi w oczach kibiców. Buffon spędził wiele lat w Juve, przez co naturalnie stał się symbolem Starej Damy.

Kolejna kwestia to kariera reprezentacyjna. Zoff był bramkarzem kadry Włoch przez piętnaście lat, przez które rozegrał 112 meczów, a było to w czasach kiedy nie było aż tylu rozgrywek międzynarodowych. Gigi podniósł poprzeczkę jeszcze wyżej – nosił koszulkę z numerem jeden przez 21 lat, występując w 176 meczach, ustanawiając rekord, którego pobicie zajmie trochę czasu. Obydwaj zdobyli Mistrzostwo Świata. Peruzzi także posiada ten medal, ale jako zmiennik Buffona. W rzeczy samej można mówić o wielkim pechu, który sprawił, że przez kontuzje Angelo ominęły wszystkie wielkie turnieje poza Euro 1996, ale tam Włosi nie wyszli nawet z grupy. Tacconi był jeszcze większym pechowcem, gdyż od zawsze był w cieniu Waltera Zengi, zyskując przydomek najlepszego zmiennika na świecie.

Następnie trzeba stawić czoła faktowi, że zarówno Zoff, jak i Buffon byli prawdpodobnie lepsi. Żaden z nich nie miał sylwetki przypominającej tę Peruzziego, co czyniło ich bardziej kompletnymi bramkarzami. Grali tyle samo, a nawet dłużej niż Angelo i przede wszystkim wygrali z Juve o wiele więcej – pomimo tego, że żadnemu z nich nie udało się zdobyć najważniejszego trofeum w Europie. W końcu piłka nożna to gra, w której nie liczy się liczba i rodzaj wygranych pucharów podczas oceniania wielkości danego zawodnika. Dla przykładu Charles Barkley nigdy nie sięgnął po mistrzostwo NBA, jednak żaden fan koszykówki nie zaprzeczy, że był znakomitym zawodnikiem. Buffon i Zoff może i nie wygrali „Uszatego”, ale nie ujmuje im to w ogólnym rozrachunku.

Zdobycie Ligi Mistrzów, podobnie jak międzynarodowa kariera, wydaje się osiągnięciem życia Peruzziego. Był dobry, bardzo dobry. U szczytu kariery w Juve był jednym z, o ile nie najlepszym, bramkarzem na świecie. Jednocześnie miał wielkiego pecha. Pech ten objawił się w tym, że zastąpił go jeden z najlepszych bramkarzy na świecie, a także w tym, że w historii drużyny pojawia się kolejny tytan – Zoff. Oczywiście zajmuje on swoje miejsce w hierarchii czarno-białych bohaterów, niestety jego moment zaginął pomiędzy dwoma bogami.

Autor: Sam Lopresti; blackwhitereadallover.com
Tłumaczył: NR.17

3
Dodaj komentarz

Please Login to comment
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
anavrin_OldLadyclyde_1987_ Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
clyde_1987_
Użytkownik

Wychowałem się na Juventusie, którego Angelo Peruzzi był ważną częścią, dlatego też mam duży sentyment do tego zawodnika. Pamiętam, że w tamtym okresie był zaliczany do czołowych goalkeeperów globu, co nie mogło dziwić, ponieważ pod wodzą Marcello Lippiego Juventus rozgrywał znakomite, bliskie ideału sezony. Niestety, ten piękny czas skończył się wraz z odejściem Lippiego i późniejszym przeniesieniem się utytułowanego szkoleniowca do Interu, gdzie powędrował także Peruzzi. Żaden z dżentelmenów nie mógł zaliczyć mediolańskiej przygody do udanej, ale na szczęście dla nich, spotkali się po objęciu przez Lippiego reprezentacji Włoch. Numerem jeden był rzecz jasna Buffon, niemniej jednak, dzięki osobie selekcjonera,… Czytaj więcej »

OldLady
Użytkownik

Za dzieciaka gdy się biegało w polu , to było się Alexem, a gdy trzeba było stanąć na bramce bo przyszła nasza kolej to było się Peruzzim.

anavrin_
Użytkownik

Pamiętam jak z braćmi nazywaliśmy Peruzziego Bobek, bo miał taką krępą budowę i krótką szyję, haha.

Kurde, czy za każdym możliwym razem trzeba przypominać kibicom o tej cholernej bramce Rickena? I to jeszcze wideo…

Przejdź do paska narzędzi