Felietony

NR.17 | 5 września 2019

Nieopowiedziana historia Sarriego – Od bankowości do Juventusu

Krótko po tym, jak Maurizio Sarri został ogłoszony następcą Massimiliano Allegriego, wsiadł w prywatny odrzutowiec do Cote d’Azur.

Sześćdziesięcioletni, były makler giełdowy wyruszył w drogę, aby przedstawić się Cristiano Ronaldo, pięciokrotnemu zdobywcy Złotej Piłki i najdroższemu piłkarzowi w historii Serie A. Na jachcie wynajętym przez Ronaldo, który pożytkował swoje wakacje po Lidze Narodów, Sarri wyjaśnił swoje plany dotyczące Juventusu i samego Ronaldo – gwiazdy drużyny.

Zaczynał od niczego – teraz dotarł na szczyt. Od jednego Cristiano do drugiego. Piętnaście lat temu, Cristiano Caleri, kapitan czwartoligowego Sangiovannesse otrzymał telefon. Dzwonił nowy trener: Maurizio Sarri, który niedawno podjął decyzję o porzuceniu pracy w Banca Toscana i rzucił się w wir menedżerki.

Caleri już wcześniej słyszał to nazwisko. Wieści o osiągnięciach Sarriego szybko rozeszły się po Monte San Savino. Caleri mile wspomina Sarriego:

W Toskanii był już owiany lekką sławą — wygrał kilka tytułów [objął Sansovino, które znajdowało się w szóstej klasie rozgrywkowej, awansował z nim do ligi czwartej, wygrywając przy tym Serie D]

Sangiovannese było pierwszą pracą Sarriego w profesjonalnej piłce.

Wciąż pamiętam pierwszy dzień – mówi Caleri.

Zadzwonił do mnie i powiedział: Capitano, musimy porozmawiać. Przyjedź do mnie do domu. Było to noc przed startem naszego przedsezonowego okresu przygotowawczego. Poszliśmy do jego pokoju, który już był przygotowany do analizy meczów. Wszędzie leżały kasety VHS. Wtedy do Caleriego dotarło, że Sarri oglądał mnóstwo meczów Sangiovannese. Znał grę pomocników na wylot. Wtedy powiedział do mnie i to są jego dokładne słowa: Jesteś moim kapitanem, ale jeśli nadal będziesz grał w ten sposób… to nie pograsz.

Caleri wybuchł śmiechem, wspominając.

Na osobności zawsze powtarzałem, że jest śmieszkiem. Jest super inteligentny. Gdy ogląda się go w telewizji, może wydawać się ponury i ciężko pracujący, ale jest niesamowity. Nawet sobie nie zdajecie sprawy z tego, jaki jest zabawny. Mówię do niego kiedyś: jak to, nie wiesz, czy jesteś zabawny? Jesteś komiczny. A wiecie jacy wszyscy Toskańczycy są.

W końcu poczucie humoru Roberto Benigniego zapewniło mu Oskara za „Life is Beautiful”.

Jednak wracając do tego wieczoru w pokoju Sarriego – zastanówcie się, czy powiedziałby te same słowa do Ronaldo? W przypadku, gdyby tak zrobił, Caleri nie ma wątpliwości, że rozmowa dobiegłaby końca, a Sarri pobudziłby wyobraźnie Portugalczyka.

Oglądanie go w Juve napawa mnie dumą – mówi.

To jest bellissimo. To niesamowicie inteligentny facet i wie, o czym mówi. Jeśli mówi o futbolu z Ronaldo – urzeknie go. On wzbudza Twoją ciekawość, wie co powiedzieć. Kiedy z nim rozmawiasz, jedna sobie Ciebie.

Jak? Cóż, to całkiem proste. Częściowo to jego język. Sarri świetnie operuje słowami. Docieranie do ludzi, nigdy nie stanowiło dla niego problemu.

Jest świetnym mówcą. Wszyscy widzieliśmy jak niewiele czasu zajęło mu opanowanie angielskiego podczas swojego pobytu w Chelsea. On wchodzi Ci do głowy. Oczarowuje Cię. Sprawił, że zrozumienie go było dla nas bardzo łatwe. Ten Pan był bardzo dobry z tablicą. Świetnie prezentował to, czego oczekiwał.

W końcu kluczem do sukcesu jest przyjemność w odbiorze, siła argumentu, przyciąganie przez estetykę.

Za jego piłkę można było umrzeć. Nawet w czwartej lidze futbol, który graliśmy, był przyjemny dla oka. Może nie tak dobry, jak jego drużyny grają teraz. Teraz jest bellobellobello. Wtedy, chodziło o intensywność i agresję. Ale piłka była wciąż ładna, bo tego właśnie chciał. Tak właśnie pracuje. Tego się uczył.

Sarrismo, jak definiuje słownik języka włoskiego – opiera się na szybkości i skłonności do ofesnywnej piłki. Takie też były doświadczenia Caleriego w 2003.

Grałem w pomocy. Byłem trochę jak ten gość, którego zabrał ze sobą z Napoli do Chelsea… Jorginho! Tylko nie tak dobry.

Powiedział Caleri, deprecjonując swoje umiejętności.

Wcześniej zabierałem piłkę obrońcom, posyłałem podanie, patrzyłem, „nieeeźleee” myślałem sobie… ale on powiedział mi: „Cristiano, nie. Jesteś tym, który musi nadawać tonu drużynie. Musisz grać z odpowiednią intensywnością. Być agresywnym. Brać drużynę za fraki”. Sprawił, że zrozumiałem, że muszę dawać z siebie wszystko, że muszę być condottiero (wł. Kondotier – dowódca oddziału). Doprowadził do mojej transformacji. Wiele mu zawdzięczam. Nauczył mnie, że piłka nożna to intensywność, agresja, pasja, determinacja.

Zaangażowanie Sarriego w pościg za pięknem futbolu często sprawia, że nacisk, który kładzie na mentalność i wytrzymałość jest przez obserwatorów pomijany. Kategoryzuje się go jako purystę, a nie zwycięzcę. Jednak gdy Caleri pracował pod SarrimSarri dostarczał im awans za awansem – trzy w cztery lata, będąc dokładnym – zabierał drużyny w miejsca, w których jeszcze nigdy nie były. Sukces był dla niego ważny i Sarri wpajał go swoim piłkarzom.

Caleri opowiada historię o treningu zimą.

Czasami boisko było zamarznięte, ale nigdy nie odwołano treningu. Rzucił się w to całym sobą. Wymagał od nas, żebyśmy nigdy się nie poddawali i trenowali bez względu na warunki pogodowe. Kilka razy mówiliśmy do niego: „Trenerze, to niebezpiecznie”. Ale zawsze znajdował sposób, aby nakłonić nas do treningu. Nigdy się nie poddawał. Mówił: „Dawać, nie możemy pozwolić, żeby cokolwiek stanęło nam na drodze. Musimy dać z siebie wszystko”. Był strasznie zdeterminowany i udawało mu się przekazywać tę determinację i pasję nam.

Dla Sarriego Sangiovanesse nie mogło cofnąć się przed niczym, aby osiągnąć awans to trzeciej ligi rozgrywkowej. Caleri założył się z trenerem. Przesądny Sarri, przechodził przez fazę czarnego dresu.

Kolory nigdy dla niego nie istniały. Nosił tylko i wyłącznie czarne rzeczy (na szczęście). Więc się z nim założyłem. Gdybyśmy zdobyli awans z Serie C2 do C1 z tą malutką drużyną z San Giovanni di Valdarno, z miasta o populacji 10 tysięcu mieszkańców, to byłaby sensacja. Wszyscy by oszaleli. Powiedziałem mu więc, że jeśli wygramy ligę, ma przyjść na nasz ostatni mecz sezonu w moich różowych spodenkach. Wygrał ligę i przyszedł ubrany na różowo. Wyjątkowy gość.

Oglądanie wędrówki Sarriego na szczyt przyniosło Caleriemu wielką satysfakcję.

Piękne jest to, że kiedy dostał się do Serie B z Empoli, a potem do Serie A, wciąż używał wszystkich schematy rzutów rożnych i innych, których nas uczył! Dokładnie te same! Różnica tkwi w tym, że inaczej się to ogląda na Sky, a inaczej w lokalnej telewizji. Wtedy stają się piękniejsze. Ludzie oglądali to na Sky i mówili: „Madonna, widziałaś to?” A prawda jest taka, że robił te same rzeczy od lat, z piłkarzami, którzy nie byli tak dobrzy, ludźmi, którzy grali ze mną w Serie C. Im wyżej był, tym lepiej odnajdował się, pracując z ludźmi, którzy potrafili grać pilką lepiej i posłać ją w konkretny punkt na boisku, dokładnie ten, który chciał. Dzięki temu te schematy wyglądały coraz lepiej.

Teraz gdy kariera piłkarska Caleriego dobiegła końca, ma dwie prace. Jedną w ubezpieczeniach, drugą w piłce nożnej. Odebrał swoje uprawnienia trenerskie pięć lat temu, ale nie znajdziecie go na ławce jak Sarriego. Obecnie pełni funkcję dyrektora sportowego Sangiovanesse, a kiedy jest okazja iść i zobaczyć swojego byłego trenera na żywo, Caleri ją wykorzystuje. Właściwie nawet planował jechać do Turynu, aby obejrzeć trening Juventusu, ale niestety, Sarri zachorował na zapalenie płuc.

Continassa wydaje się daleko od San Giovanni di Valdarno, ale wewnątrz murów znajdują się elementy Sangiovanesse. Źródło wielkiej dumy Caleriego i zapewne też SarriegoLoris Beoni trenował młodzieżową drużynę Sangiovanesse. Gianni Picchioni pochodzi z San Giovanni di Valdarno. Para tych dwóch panów obecnie jest asystentami Sarriego w Juventusie. Trenują mistrzów świata i zdobywcę złotej piłki.

Od zawsze myślałem, że da sobie radę. Ale wyobrażać sobie, że zajdzie aż tak daleko, do Juve, to nie jest łatwe. Spodziewałem się, że osiągnie wiele. Po prostu był bardzo dobry, w tym co robi. Naprawdę kulturalny facet. Oglądanie go w Juve wywołuje we mnie wielkie emocje. Strasznie się cieszę z jego sukcesów. Naprawdę na nie zasłużył.

 

Autor: James Horncastle
Tłumaczył: NR.17

3
Dodaj komentarz

Please Login to comment
2 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
clyde_1987_Hu Kersanavrin_ Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
anavrin_
Użytkownik

Początki w tak niskiej klasie rozgrywkowej mają swój sens. Sarri mógł ćwiczyć pewne mechanizmy, a jednocześnie, jeśli by nie wypaliło, nikt by go nie wieszał za wynik. Dodatkowo, zaskoczyło mnie, jak bardzo – pomimo wcześniejszego – Sarri wymagał sukcesu i z jakim profesjonalizmem, biorąc pod uwagę, że to był tak niski szczebel rozgrywek, podchodził do zawodu (nie odwoływanie treningów, determinacja).

Hu Kers
Editor

Juventus, zwłaszcza w ostatnich latach wprost mówi o tym, że przy wyborze piłkarzy poza umiejętnościami, zawsze brana jest pod uwagę mentalność. Z trenerami nie jest inaczej. Nikt Sarriego nie zatrudnił bez poznania go jako człowieka. Przede wszystkim piłka dla Maurizio jest pasją. Pasją dla której porzucił ciepłą posadkę i wysokie zarobki. Nie każdego na coś takiego stać. Ilu ludzi ma obawy przed zmianą pracy chociażby w tym samym zawodzie. Od 30stu lat Sarri zmieniał pasję w zawód, który doprowadził go na szczyt Italii. Dodatkowo widać, że Sarri pragnie wyników i nie jest to nic dziwnego. Można mówić o pięknej grze,… Czytaj więcej »

clyde_1987_
Użytkownik

Zapoznając się z zawodową historią Sarriego, można zrozumieć z jakiego powodu tak dużą słabość, względem jego osoby, odczuwa Arrigo Sacchi. Legendarny szkoleniowiec, Milanu i reprezentacji Włoch, również pracował w niższych ligach, później wypromował się jako architekt późniejszej potęgi Parmy, choć wybił się szybciej i osiągnął nieporównywalnie więcej, aniżeli nasz nowy trener. Byłoby bardzo miło gdyby Sarri, przynajmniej do pewnego stopnia, nawiązał do osiągnięć Sacchiego.

Najnowsze artykuły:
Przejdź do paska narzędzi