Felietony

Kenny | 20 stycznia 2019

Paulo – małomiasteczkowy diament

Na pierwszy rzut oka, Laguna Larga wygląda identycznie jak każde inne małe miasto w Argentynie. Większość mieszkańców utrzymuje się z rolnictwa. W centum miasta znajduje się niewielki skwerek, ponadto dwie stacje benzynowe, szkoła, muzeum i dwa kluby piłkarskie.

Jest to jednak najprawdopodobniej jedyne miejsce w całym kraju, gdzie Leo Messi zawsze będzie wymieniany przez mieszkańców jako „ten drugi”.

„To jest miasto Paulo Dybali” można przeczytać na gigantycznym bilbordzie na Ruta Nueve, drodze, która łączy trzy największe argentyńskie miasta – Cordobę, Rosario i Buenos Aires. Był to specjalny prezent na 23 urodziny napastnika Juventusu, wyznaczający granice jego „królestwa”. Tutaj nikt nie używa nazwiska „Dybala”, mówią tak tylko przyjezdni. Dla 7500 mieszkańców Laguna Larga, to po prostu Paulo.

Droga dzieli miasto na dwie części, z klubem piłkarskim po każdej ze stron; Sportivo i Newell. Rodzice Paulo pochodzili właśnie z dwóch różnych dzielnic miasteczka. Jego matka z rodziną wspierali Sportivo, a ojciec Adolfo wraz z dziadkiem Bolesławem byli fanami Newell.

Bolesław Dybała był polskim emigrantem. Po wojnie nie mógł znaleźć pracy w Polsce, więc postanowił wyemigrować. Kilkoro jego krewnych wyemigrowało do Kanady, on jednak wybrał Argentynę. Zmarł, gdy Paulo miał 4 lata.

Dybala swoją przygodę z piłką nożną zaczął w Sportivo, później otrzymał ofertę z Instituto AC Cordoba. Jego ojciec Adolfo, dzień w dzień zawoził go do Cordoby, czekał na zakończenie treningu i razem z synem wracał do domu. Taka trasa liczyła 130 kilometrów. Wszystko, by spełnić marzenia swojego najmłodszego syna.
Kiedy u Adolfo zdiagnozowano nowotwór, życie rodziny Dybala zawaliło się. 15-letni Paulo został wypożyczony z Instituto do Newell – klubu ze swojego rodzinnego miasta, by być razem ze swoim ojcem w jego ostatnich dniach życia.

Paulo marzył, by jego tata zobaczył go grającego u szczytu swojej kariery. Śmierć ojca była straszliwym ciosem dla tak młodego chłopaka, powiedział Pablo Burzio, kolega Dybali z czasów Instituto, który to razem z Paulo zaliczył swój debiut dla Instituto w B Nacional – drugiej lidze argentyńskiej.

Nigdy się jednak nie zatrzymał. Podjął decyzję, która większości nastolatków w jego wieku nie przeszłaby przez myśl, mając na uwadze również jakże tragiczne okoliczności. Postanowił wyjechać z rodzinnego miasta, opuścić mamę oraz swoich braci i kontynuować swoją karierę w młodzieżówce Cordoby, 65 kilometrów od domu.

W 2017 roku Dybala udzielił wywiadu magazynowi Vanity Fair. Powiedział wtedy, że śmierć mojego ojca była dla mnie niesamowitym bólem. Praktycznie odszedłem od piłki nożnej. Ciągle o nim myślę, dedykuję mu każdego strzelonego gola. Jestem pewny, że obserwuje mnie z góry. Nie da się zastąpić ojca. Dla mnie rodzina jest wszystkim, jest najważniejsza

Popularna cieszynka Dybali odwołuje się właśnie do tych trudnych chwil w jego życiu.
Paulo postanowił założyć maskę tak jak Maximus w „Gladiatorze”. Chciał przez to ukazać swoją wojowniczą naturę oraz że jest osobą, która nigdy się nie poddaje – mówi Marcos Villalobo, autor biografii Dybali.

To właśnie Villabolo nazwał jako pierwszy Dybalę „La Joya”, czyli „Diament”. Taką samą nazwę nosi biografia Argentyńczyka.

W młodzieżówce Instituto był nieoszlifowanym diamentem. Kiedyś zapytałem Paulo, co sądzi o takim pseudonimie, zaśmiał się i powiedział, że bardzo mu się podoba.

Dybala i Burzio na początku swojej przygody w Instituto byli jeszcze nastolatkami. Mając to na uwadze, klub zaoferował im mieszkanie z parą na emeryturze, Faustiną i Orlando. Była to znacznie lepsza opcja dla chłopców niż życie w internacie.

Mieszkaliśmy tam we czworo, w dwóch pokojach. Faustina i Orlando traktowali nas jak VIP-ów, mieliśmy zawsze domowe posiłki, czuliśmy się jak jedna rodzina. Porównując to do mieszkania w małych mieszkankach koło stadionu, nie mogliśmy sobie wymarzyć nic lepszego. Tak czy siak, Paulo był gotowy znieść wszystko, tylko by spełnić swoje marzenie i spełnić obietnicę daną ojcu.

Przełomową datą w życiu Dybali z pewnością jest 29 czerwca 2011 roku. Pierwszy trening przed sezonem w drugoligowym Instituto.

„Pablo Dyballa, rocznik 1993, numer dziewięć”, zapisał w swoim notatniku trener Dario Franco, obserwując najlepszych zawodników z akademii. Talent Dybali był tak czysty i zauważalny, że menadżer bardzo szybko nauczył się poprawnej pisowni imienia i nazwiska Paulo.

Dwa miesiące później, wraz z rozpoczęciem sezonu w Argentynie, Franco miał wiele problemów kadrowych. Rekord transferowy klubu został zawieszony, a dwóch podstawowych napastników miało kontuzje. Franco postanowił więc zaciągnąć w szeregi pierwszej drużyny młodzieżowców, którzy zaimponowali mu latem podczas przygotowań do nowego sezonu. Burzio, Nicolas Lopez Macri oraz 17-letni Dybala dostali szansę na poważną grę. Każdy z nich, z włosami obciętymi do samej głowy tak jak żołnierze w wojsku.

Nasz wygląd nie był zbiegiem okoliczności, a raczej przedsezonowym rytuałem, który polegał na tym, że weterani w drużynie musieli ostrzyc młodzików – tłumaczy Burzio. Lopez Macri i tak zawsze nosił krótką fryzurę, jednak dla mnie i Paulo było to nieco brutalne, ponieważ zawsze chodziliśmy z długimi grzywkami zaczesanymi na bok. Teraz wyglądaliśmy jak jacyś więźniowie.

Sezon 2011/12 w B Nacional śledził każdy w Argentynie, ponieważ River Plate pierwszy raz w historii zostało relegowane. Instituto zaliczyło dobry start. Pokonali Huracan 2-0, a Dybala w swoim debiucie w profesjonalnej piłce spędził na Bosku 71 minut i zaliczył żółtą kartę.

Jednak jego przedstawienie dopiero się zaczynało.

W przeciągu całego sezonu zdobył 17 bramek w lidze. Pośród tych bramek znajdują się dwa hat-tricki, które Dybala zdobył w młodszym wieku niż Diego Maradona i pobił jego rekord.

Był naturalnym lewoskrzydłowym mówi Walter Saracho, jego pierwszy trener w Instituto. Był niesamowicie szybki i świetnie dryblował. Lepiej prezentował się z boku boiska, jednak z jego usposobieniem mógłby grać wszędzie.

Był pokornym chłopakiem, zawsze grzecznym i bardzo dobrze radził sobie z presją. Uśmiech nie znikał z jego twarzy. Niektórzy utalentowani zawodnicy, zwłaszcza młodzi, są bardzo często buntownikami. Paulo jednak był inny, jego buntowniczość zawsze ukazywała się na boisku.

Zainteresowanie Dybalą rosło. Nieistniejąca już gazeta El Grafico postanowiła zrobić coś specjalnego. Chcieli pojechać do Laguna Larga, by zebrać tak dużo materiałów, jak to tylko możliwe, tak samo jak zrobili w Rosario po wybuchu talentu Messiego.

Starszy brat Paulo, Mariano przekazał, że rodzina wolałaby pozostać poza światłem reflektorów, ponieważ za duży rozgłos mógłby źle wpłynąć na tak młodego zawodnika, jakim z pewnością był Dybala.

Jednak nie zmienia to faktu, że już za chwilę i tak świat europejskiej piłki po raz pierwszy usłyszy nazwisko Dybala. Argentyńczyk przeniósł się do Palermo za 12 milionów euro, a prezydent Zamparini mówił, że „zabraliśmy nowego Sergio Aguero sprzed nosa Interu, PSG i Chelsea”.

W pierwszym sezonie w Serie A Dybala przeżył spadek do niższej klasy rozgrywkowej, jednak nie przestał się rozwijać. Palermo po roku w Serie B wróciło do włoskiej ekstraklasy jako mistrz poprzednich rozgrywek, a pierwszy sezon po powrocie skończyli na 11 miejscu w lidze.

Dybala musiał się jednak nauczyć jak radzić sobie z ciągłymi kopnięciami i faulami ze strony przeciwników, których teraz otrzymywał znacznie więcej niż za czasów gry w Argentynie. Gennaro Gattuso jako trener pomógł mu w tym, nawet jeśli metody nie były do końca klasyczne.

Uczył mnie jak unikać wślizgów, mówi Dybala w La Joya. Czasami podczas treningów skupiał się tylko na zatrzymaniu mnie, faulowaniu i uczył, jak mam się bronić przed takim zachowaniem.

Dybala swój ostatni mecz w różowym trykocie Palermo zagrał 25 maja 2015 roku z opaską kapitańską na ręce, a po końcowym gwizdku wszyscy zawodnicy Aquile zaczęli podrzucać Paulo. Było to celebracją jego sukcesu oraz jednocześnie zakończeniem pewnego etapu.

Juventus najszybciej zadziałał w sprawie sprowadzenia Dybali. Transfer wyniósł 32 miliony euro. To był ruch, który Dybala musiał podjąć, by sprawdzić się przeciwko najlepszym.

W Turynie strój z numerem 21 zwolnił się po odejściu Andrei Pirlo do New York City, więc Dybala za długo nie zastanawiał się, co będzie widniało na jego plecach. Potem, po odejściu Paula Pogby do Manchesteru United w 2017 roku, zmienił numer na legendarną dziesiątkę. Otrzymał szansę, by pójść w ślady Michela Platiniego, Roberto Baggio czy Alessandro Del Piero.

Dybala nie rozczarował. Został jednym z najważniejszych ludzi w układance Allegriego, jest niezbędny w składzie Juve. Teraz zmierza razem z drużyną po 8 z rzędu mistrzostwo Włoch, jednocześnie przez wszystkie trzy lata swojej obecności w Turynie będąc wybieranym do najlepszej jedenastki rozgrywek.

Tylko najbardziej utalentowani i trzeźwo myślący zawodnicy są w stanie dobrze prezentować się z piłką nawet wtedy, gdy zachowuje się niczym gorący ziemniak. Dybala jest jednym z nich.

Mimo to nie każdy może się pochwalić graniem piłką w ogniu. Dosłownie, płonącą. Były zawodnik Newell i bardzo dobry przyjaciel Paulo, Lorenzo Cortiano wyjaśnia.

Któregoś wieczoru ruszyliśmy razem poza miasto i rozpaliliśmy ognisko. Znaleźliśmy starą piłkę, oblaliśmy ją naftą, popaliliśmy i zaczęliśmy grać. Trochę niebezpieczna zabawa, prawda? Eksplodowała akurat, gdy mięso było gotowe do jedzenia. Razem z Paulo często spędzaliśmy czas robiąc rzeczy takie, jak ten numer z podpaloną piłką.

Dybala jest drugim po Messim najpopularniejszym argentyńskim piłkarzem na instagramie z ponad 26 milionami obserwujących. Wrzuca tam zdjęcia butów, swojego logo, cieszynek oraz udostępnia fotografie razem ze swoją dziewczyną, 22-letnią Orianą Sabatini. Razem ze swoją mamą Alicją otwierają i odpowiadają na listy od fanów. Kiedyś kilku argentyńskich chłopaków, dziś miliony ludzi na całym świecie.

Jednak jego profil na instagramie nie ukazuje tego, co najważniejsze. Dybala ciągle działa charytatywnie, jednak nie publikuje tego w Internecie. Na jego koncie nie znajdziemy zdjęć, jak podczas zimnej nocy w Turynie rozdaje bezdomnym koce i jedzenie. Nie zobaczymy selfie Dybali ze szpitala dziecięcego, do którego nie raz się udawał czy rozdającego dzieciom w Laguna Larga prezentów przed świętami.

Wiele ludzi mówi mi o pomocy, jaką ofiarował Dybala, jednak prawie zawsze wspominają również, że chciał zachować to w tajemnicy, ponieważ nie robi tego dla rozgłosu dodaje Villabolo.

Nie zaskakuje nas to, ponieważ Paulo zawsze taki był. Gdy miał jakieś ciasto, zawsze się nim dzielił. Oddałby dziecku swoje buty, gdyby była taka potrzeba. Nigdy się nie zmieni, nieważne jak sławny by się stał.

Ostatnimi czasy łączony z Realem Madryt, Manchesterem United, Manchesterem City oraz Bayernem Monachium, wyceniany obecnie na 130 milinów euro Dybala, ma również jako jeden z niewielu zawodników na świecie, by móc jednocześnie grać w drużynie z Ronaldo i Messim.

Jednak żaden z fanów Dybali do końca nie wie, dlaczego Argentyńczyk otrzymuje tak mało szans do gry w drużynie narodowej. Do zdobycia swojego pierwszego gola potrzebował 18 meczów w reprezentacji, kierowanej przez ten czas przez 3 różnych trenerów.

Odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć w jego wypowiedzi, której udzielił jakiś czas temu.

Może to zabrzmi dziwnie, ale to trudne, by grać razem z Messim, ponieważ obaj zajmujemy tę samą pozycję na boisku, powiedział Dybala we wrześniu 2017, przed meczem ligi mistrzów z Barceloną. Staram się oddawać mu przestrzeń, jestem jednak świadomy, że to moją rolą jest znalezienie sobie właściwej pozycji na boisku, tak, by nam obu grało się komfortowo.

Słowa te mimo wszystko utraciły swe silne, początkowe brzmienie. Plotki o zainteresowaniu się Dybalą przez Barcelonę ustały, Edgardo Bauza nie widział Paulo w swoich nowych planach na budowanie drużyny, a potem Jorge Sampaoli praktycznie nie dawał możliwości gry w reprezentacji Argentyny. W sesjach treningowych przed mundialem Sampaoli wypróbował 21 różnych formacji ustawienia składu. Dybali nie było w żadnym. Zagrał jedynie w meczu grupowym z Nigerią, kiedy to Argentyna rzutem na taśmę wywalczyła awans do fazy pucharowej.

Teraz gdy Messi postanowił zrobić sobie przerwę od reprezentacji i jego przyszłość nie jest znana w stu procentach, może nadejść czas przebudowy. Dybala wraz z takimi zawodnikami jak Icardi może przejąć dziedzictwo argentyńskiej piłki i przyczynić się do ponownego zabłyśnięcia na scenie międzynarodowej.

Stara gwardia, a wśród niej między innymi Javier Mascherano i Lucas Biglia już zrezygnowali z gry w reprezentacji, natomiast Aguero, Higuain czy Di Maria, tak samo, jak Messi, nie grają w drużynie narodowej od lata.

Argentyna pod opieką Lionela Scaloniego przygotowuje się do Copa America w Brazylii w czerwcu tego roku. Drużyna musi unieść ciężar wielkich oczekiwań, ponieważ od 26 lat Argentyna nie zdobyła żadnego trofeum oraz przegrała sześć z rzędu ważnych finałów od 1993 roku.

Piłka jeszcze raz będzie jak ten gorący ziemniak. Dybala jednak wie wszystko na temat tej niebezpiecznej gry.

 

Autor: Martin Mazur
Źródło: BBC.com

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o
Przejdź do paska narzędzi