Mecz z Ferencvárosi przejdzie do historii
Juventus po raz pierwszy w historii klubu gra mecz bez włoskiego obrońcy lub bramkarza w wyjściowym składzie.
Stara Dama mierzy się z Ferencvárosi na Allianz Stadium, a zwycięstwo pozwoliłoby Bianconerim zakwalifikować się do fazy pucharowej pod warunkiem, że Dynamo Kijów nie pokona Barcelony.
Spotkanie z węgierską ekipą zapisze się historii, ponieważ Juventus po raz pierwszy od założenia klubu 123 lata temu gra bez włoskiego obrońcy lub bramkarza w wyjściowym składzie.
Leonardo Bonucci i Giorgio Chiellini są niedostępni z powodu kontuzji. Przed samym spotkaniem z powodu urazu ze składu wypadł również Gigi Buffon, który i tak musiałby prawdopodobnie ustąpić miejsca Wojciechowi Szczęsnemu. Na ławce rezerwowych zasiadł także Gianluca Frabotta.
W 4371 meczach, które Juventus rozegrał w swojej historii, klub zawsze miał przynajmniej jednego włoskiego obrońcę lub włoskiego bramkarza w pierwszej jedenastce.
Źródło: football-italia.net
Ciekawa statystyka i ciekawe czy jest to może jakiś rekord, jak inne drużyny wyglądają pod tym względem(mówię o kilku najlepszych ligach). Moim zdaniem to wielki wyczyn, przecież minęło tyle lat.
Clyde, to musi być trudny okres dla Ciebie .
Dla mnie rzecz jasna najważniejsze są wyniki i na nie wyczekuję, choć nie ukrywam, że nie czuję się specjalnie szczęśliwy widząc coraz bardziej międzynarodowy Juventus.
Wyzbywamy się naszej tożsamości
Może Włochów to cokolwiek interesuje, ale polskich kibiców? W dobie globalizacji (także i futbolu) może i stado lemurów grać, byle były wyniki. Juventus chce być marką globalną, więc międzynarodowy skład to rzecz zupełnie naturalna.
Nie jestem jakimś szczególnym fanem globalizacji, ale oczywiście mam świadomość, że Juventus nie może być Athletikiem Bilbao, choć całkowita marginalizacja Włochów również mi się nie uśmiecha. Nawet w ostatnich latach z większą ilością Włochów w składzie nasz zespół lepiej sobie radził w LM niż to miało miejsce w ostatnim czasie.
Nie wiązałbym sukcesów z ilością Włochów w składzie, a przynajmniej nie w sposób bezpośredni. Nie byłoby bowiem tych sukcesów bez obcokrajowców. O ile formacja defensywna faktycznie była zdominowana przez zawodników włoskich (słynne BBC + Buffon), tak o ataku od dawna już decydowało międzynarodowe towarzystwo. Próżno
zresztą od chwili odejścia Pirlo szukać jakiegokolwiek włoskiego piłkarza Juventusu, który brałby udział w zdobywaniu bramek, a i ten Pirlo był już osamotniony.